Co tam z tą luksografią? [wywiad Magdaleny Owczarczyk z fotografką Dominiką Mróz-Toton]

Magdalena Owczarczyk: Czym dla Pani była/jest/będzie luksografia? Czy z Pani perspektywy zmienia się postrzeganie tej dziedziny fotografii? 

Dominika Mróz-Toton: Czym dla mnie była jest i będzie dla mnie luksografia… Hmmm, szczególnie nie miałam jakiegoś emocjonalnego stosunku do luksografii. Jest to po prostu jeden z pomysłów na zajęcia dla osób, które w zasadzie nie muszą wykazywać żadnych cech, takich jak na przykład jakieś przywiązanie do detalu, jakaś chęci zrozumienia techniki, nie muszą umieć czytać i pisać, można to robić z bardzo małymi dziećmi czy z osobami, które nie mówią w naszym języku, bo jest to technika tak ekstremalnie prosta… zrozumie ją każdy, kto ją zobaczy. W sumie luksografii nie trzeba nawet robić w ciemni, można ją robić nawet na organizmach żywych, takich jak na przykład owoce, bo pamiętam, że ileś tam lat temu ktoś zrobił na przykład takie jabłka na walentynki z napisem “kocham cię” i w zasadzie możemy uznać, że one również są luksografią,  ponieważ ktoś obkleił te owoce literkami. No i brak dostępu do światła spowodował, że zmieniły się w jakiś sposób właściwości powierzchni tego jabłka i możemy odczytać napis. 

MO: Jak pani wspomina swoje początki z luksografią?  

DM-T: Jak wspominam moje początki z luksografią… No pewnie moje początki z luksografią wyglądały identycznie jak początki młodych ludzi, których uczę, Bo ja akuratnie sporą część dzieciństwa spędziłam w ciemni, gdzie mój ojciec wykonywał swoje chałturnictwo na jakieś śluby komunie i tym podobne historie, więc myślę, że zaczęłam mieć do czynienia z tą techniką pewnie w jakiejś bardzo wczesnej w podstawówce. No i w sumie, to ta technika sprawdza się zarówno do osób w takim wieku jak, jak i dla zaawansowanych technicznie osób, które posiadają stertę obiektywów i najnowsze lustrzanki, bo one również mogą dzięki tej technice zrealizować jakiś ciekawy, wartościowy i nietypowy dla swej wcześniejszej twórczości obraz. I tak samo ta technika może mieć potencjał na przykład u seniorów czy w jakichś innych grupach, gdzie.. no fotografia jest dość wymagającą dziedziną, gdzie jednak trzeba ważne pojęcia przyjąć, że istnieją, chociażby techniczne. Czy w jakiś sposób by rozumieć że są jakieś parametry tego obrazu, że coś na ten obraz ma wpływ, a w przypadku luksografii… No to w zasadzie mamy tutaj tylko jeden warunek – żeby tam nie było dostępu światła. No i że od czasu ekspozycji zależy to, jak ciemny nasz obraz, będzie czyli ile szczegółów będzie widoczne na obrazie. 

MO: Czy widzi Pani przyszłość dla tej formy wizualizacji obrazu? 

DM-T: Czy widzę przyszłość dla tej formy wizualizacji obrazu? Trudno powiedzieć, ale na przykład – wcale nie musimy mieć ciemni czy też powiększalnika, żeby zrobić luksografię, bo na przykład istnieją teraz emulsje fotograficzne, które możemy sobie rozprowadzić na tkaninie i możemy to robić w świetle. Ważne tylko, żeby nie było to światło o temperaturze takiej jak słońce, tylko żeby było to światło sztuczne. Czyli w zasadzie możemy dowolną tkaninę, papier, drewno i tym podobne powierzchnie pokryć emulsją, a następnie położyć na tej emulsji jakieś przedmioty i wystawić je na słońce. Po jakimś czasie (10,15-20 minut w zależności od pogody) również możemy mieć luksografię, więc nie jest to już ograniczone wyłącznie techniką srebrową. Są też różne inne wynalazki, dzięki którym możemy nadal tą technikę robić i są to dość nowe rzeczy. Myślę, że powstały nie więcej niż 10 lat temu. Oczywiście jednym z zastosowań tej emulsji jest również robienie nadruków, tzn. nie jest to nadruk, jest to prostu wykorzystanie negatywu drukowanego na drukarce, na przykład atramentowej, ale jedną z metod produkowana takiego obrazu może być również luksografia. 

MO: Czy warsztaty, które pani prowadziła z luksografii cieszyły się popularnością?  

DM-T: No nigdy nie organizowałam, chociaż może, trudno powiedzieć, bo tyle różnych warsztatów organizowałam, że trudno powiedzieć, czy jakiś był wyłącznie z luksografii czy była ona tylko elementem, czyli np. był jeden dzień, w którym ktoś mógł zapoznać się z tą techniką. Na pewno jeśli chodzi o wykorzystanie jej na warsztat, to można wtedy wziąć mniejsze kartki papieru i zrobić coś w rodzaju puzzli, czyli po prostu numeruje się dużą ilość takich kartek fotograficznych. Na przykład jest to świetny pomysł na zużycie jakiegoś przeterminowanego papieru – takie kartki można sobie rozłożyć na podłodze, przyklejając do niej tak, żeby potem dało się je ułożyć z powrotem. No i wtedy ktoś może się na tych kartkach położyć i zrobić sobie takie puzze z samym sobą, które składają się przykładowo z kilkudziesięciu elementów. Potem to sobie można nakleić, nie wiem, na ścianie, na drzwiach. Wtedy taki cień człowieka trochę jak obrysowana ofiara jakiegoś wypadku albo (śmiech) coś w tym rodzaju – można się położyć z jakimiś akcesoriami, na przykład, czy też po prostu nakleić potem te zdjęcia na jakiś papier i zwinąć to sobie w jakiś rulon, przenieść gdzieś. Więc w tkaim wypadku można myśleć o tym jako o technice bardziej warsztatowej, bo robi się to tak szybko, że trudno, by taki warsztat trwał cały dzień.  

MO: Czy wykorzystuje Pani tę archaiczną formę poza warsztatami, np. we własnej pracy artystycznej?  

DM-T: Może niekoniecznie w pracy artystycznej, ale np. w robieniu sobie masek na twarzy przy okazji Covida, na których wykorzystałam emulsję fotograficzną i poumieszczałam różne rośliny, np. kwiatostan arcydzięgla i mam teraz maskę, na której mam luksografię takich baldachów. Generalnie używam luksografii do przenoszenia na tkaninę jakichś tam form botanicznych – robię to na razie na własny użytek, testuję różne metody i zobaczymy jeszcze, co z tego będzie. Na razie jednak trudno o tym powiedzieć, że jest to jakaś praca artystyczna. Jest to bardziej jakaś próba przetworzenia czegoś w coś innego.   

MO: Dlaczego ta technika jest archaiczna? Czy warto jeszcze pamiętać/wykorzystywać tę technikę?  

DM-T: Dlaczego ta technika jest archaiczna? Ponieważ w ogóle do odkrycia fotografii doszło dlatego, że odkryto taką substancję światłoczułą jak asfalt syryjski. Jeżeli na tym asfalcie znajdowało się coś, co blokowało dostęp do światła, to te miejsca nie zostawały poddane działaniu tego światła i właśnie przyczyniło się to do powstania luksografii. Pierwsze zdjęcie Nicéphore’a Niépce to właśnie płyta pokryta asfaltem syryjskim i tam osiem godzin naświetlania. Oczywiście to nie było tak, że pierwsza fotografia była wykonana w technice luksografii, niemniej jednak myślę, że dzięki właściwościom tej substancji być udało się dojść do tego, że w ogóle istnieje coś takiego jak światłoczułość – właśnie dzięki luksografii.  

Tę technikę wykorzystywano bardzo chętnie w tych wszystkich ruchach plastycznych, które chciały zrewolucjonizować sztukę w latach 20. Wszyscy wtedy tworzyli fotogramy, chcieli przedefiniować pojęcie fotografii i jakby pozbyć się tego obciążenia, jakim była ta estetyka typowo malarska, czyli piktorializm, czy też w ogóle wypracować jakąś estetykę tego medium i właśnie po zwrócenie się ku abstrakcji, które umożliwiała luksografia miało być jedną z metod oderwania się od tej malarskiej estetyki. Nie tylko jest to bardzo prosta i pierwotna technika, ale również kiedyś wiązano z nią wielkie nadzieje.  

MO: Jaka jest największa tajemnica luksografii, która może być zdziwieniem dla przeciętnego użytkownika fotografii (np. smartfonowej)?  

DM-T: W sumie to trudno jest mi wczuć się w skórę przeciętnego użytkownika fotografii smartfonowej, ponieważ ja tę technikę akuratnie znam chyba od grubo ponad 30 lat, w związku z czym niekoniecznie mogę przewidzieć, jak zareaguje osoba, która nigdy wcześniej z tym nie miała do czynienia. Na pewno pozwala to zredukować wiele niepotrzebnych szczegółów na naszym obrazie i sprowadzić go w zasadzie tylko do cienia, w związku z tym ta forma jest bardzo czysta. Pozbywamy się wszelkich zakłóceń, które mogą nam przeszkadzać. W związku z tym można powiedzieć, że jest to dość łatwe narzędzie do tworzenia całkiem estetycznych obrazów, które są jednocześnie proste, mocne, ale jednak zawierają w sobie pełną nutę takiego prawdziwego odwzorowania, czyli nie są totalną abstrakcją. Po prostu możemy w jakiś sposób sprawdzić, jak wygląda cień jakiegoś przedmiotu. Zresztą, tutaj najciekawsze efekty przynoszą przedmioty, które są półprzeźroczyste, bo można je układać na tym materiale światłoczułym, tworząc jakby kolejne warstwy, które to światło będzie częściowo przepuszczać. Również ciekawe efekty przyniosą przedmioty, które są trochę przestrzenne, np. jakąś roślina, która nie będzie przylegać całościowo do tej światłoczułej powierzchni i te miejsca, które będą przylegały całkowicie, sprawią, że miejsca pokryte emulsją pozostaną całkowicie białe, ale np. miejsca, w których już ten obiekt przylegał tylko trochę, będą jakby dużo bardziej szare, a miejsca, w które ten obiekt tylko rzucał szczątkowy cień, będą takie bardzo słabe, ale jednak dalej będzie tam coś widać, czyli w zasadzie uzyskujemy coś w rodzaju przestrzenności. Jest to oczywiście inna przestrzenność niż taka, którą zobaczymy w smartfonie, ale jest to dość ciekawy i niespotykany dla użytkowników cyfrówek efekt wizualny.   

 
MO: Dziękuję serdecznie za tak wielką porcję nowych informacji i poświęcony czas. 

Może Ci się również spodoba